Zwolnią pisiora?

4b29eadbcbf75_o„Pisior […] Na mój nos, on nie będzie długo dyrektorem gabinetu.” powiedział Donald Tusk w rozmowie z działaczami PO z Dolnego Śląska, Kujaw i Opola. Nagranie ze spotkania ujawnił w poniedziałek 12. sierpnia tygodnik Newsweek.

Spotkanie wyborcze w Belwederze

Niezadowolenie z mianowania Pawła Majchera szefem gabinetu politycznego ministra Spraw Wewnętrzych wyrazili na spotkaniu wyborczym w Hotelu Belweder dolnośląscy działacze PO. Politykom nie odpowiadało, że za czasów rządów PiSu Majcher był dyrektorem Radia Wrocław. Henryk Koczan, doradca wojewody i szef rady programowej TVP Wrocław nie mogł zrozumieć jak „osoba o takim doświadczeniu i proweniencji znalazła się na tak ważnym i eksponowanym stanowisku”. Donald Tusk przyznał, że nie kojarzy osoby Majchera, ale nie będzie on raczej długo dyrektorem gabinetu i jeszcze tego dnia miał porozmawiać z ministrem Sienkiewiczem na ten temat. Zapis całego nagrania znajdziesz na http://polska.newsweek.pl/donald-tusk-o—pisiorze–zapis-nagrania,107419,1,1.html.

Nagrany przez kolegę z partii

Nagranie musiało zostać ujawnione przez jednego z członków spotkania, co oznacza, że Tuska nagrał jeden z członków jego partii na zamkniętym spotkaniu. Pierwsze podejrzenia padły na Grzegorza Schetynę, który jak się później okazało sam podpowiedział Tuskowi określenie „pisior”. W obronie partyjnego kolegi stanął Jarosław Gowin mówiąc, że Schetyna jest człowiekiem zbyt dużej klasy, żeby posunąć się do takich kroków.

Majcher zostaje

Obronną ręką z całej sytuacji zdaje się wychodzić jedynie sam zainteresowany. Zapytany o postanowienia w sprawie Majchera minister Sienkiewicz powiedział, że nie widzi żadnych wskazówek ani sygnałów aby usunąć go ze stanowiska szefa gabinetu. Środowisko polityczne otwarcie krytykuje zachowanie premiera. Ryszard Kalisz mówi: „Dziwi mnie reakcja Tuska. Tak samo mógłby dyskryminować z powodu wyglądu, rasy czy przynależności”.

Starania Snowdena o azyl w Polsce

Edward SnowdenSprawa Edwarda Snowdena ostatnimi dniami zahaczyła o Polskę.

Demaskatorski portal WikiLeaks poinformował, że Snowden poprosił o azyl 19 państw, w tym Polskę. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski napisał, że na swoim Twitterze, że wpłynęło pismo, które jednak nie spełnia warunków formalnych podania o azyl, ale nawet gdyby spełniało to polski MSZ nie udzieli pozytywnej rekomendacji.

Od 23 czerwca Amerykanin – Edward Snowden – przebywa w strefie tranzytowej moskiewskiego lotniska Szeremietiewo, dokąd przyleciał z Hongkongu.

Przypomnę, że 29-letni Edward Snowden, były już pracownik firmy Booz Allen, będącej partnerem zewnętrznym Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) na Hawajach, ujawnił informacje o tajnym programie inwigilacji elektronicznej prowadzonym przez amerykański wywiad, wywiózł także dużą częśc dokumentacji i grozi jej dalszym ujawnieniem. Zanim podjął pracę w Booz Allen jako analityk z pensją 122 tysięcy dolarów rocznie, pracował dla CIA.

Najpierw Snowden udał się do Hongkongu, a następnie do Moskwy, gdzie czeka na azyl. Władze USA unieważniły jego paszport i naciskają na poszczególne państwa, by nie pozwoliły Snowdenowi na dalsza podróż.

Starania Snowdena o azyl mogą potrwać długie miesiące. Podstawą przyznania azylu jestpolitycznego może być realne zagrożenie życia i zdrowia w kraju zamieszkania lub naruszenie praw i swobód.

Europoseł Kurski szybszy niż wiatr

Europoseł Jacek Kurski już niejeden raz zasłynął kompletnym brakiem szacunku do przepisów ruchu drogowego. Tym razem przeszedł jednak samego siebie: niezważając na czerwone światło pędził po centrum stolicy z prędkością 156 km/h.

1421106To nie pierwszy tego typu wyczyn Jacka Kurskiego. Słynne są przypadki, gdy podłączył się pod rządową kawalkadę i pędził za nią po autostradzie, czy gdy Parlament Europejski nie zaakceptował rozliczenia jego podróży, gdzie europoseł zadeklarował, że odległość 840 km pokonał w czasie 6 godzin i 17 minut. Gdyby nie immunitet, którymi Kurski się cieszy już dawno straciłby prawo jazdy.

Jak donosi serwis Fakt.pl tym razem europarlmentarzysta wybrał się na rajd po Warszawie. Pędził swoim Mercedesem z prędkością dochodzącą nawet do 156 km/h nie zważając na kolor świateł. Tym razem jego wyczyny udało się jednak zarejestrować dziennikarzom. Podliczyli oni, że za swoje wykroczenia Kurski zasłużył na 16 punktów karnych i mandat w wysokości 1000 zł – a to przecież tylko jedno popołudnie. Całe szczęście nikomu nic się nie stało. Ile jednak razy trzeba będzie jeszcze liczyć na łut szczęścia albo umiejętności kierowcy Kurskiego? Czyżby w naszym kraju istnieli ludzie równi i równiejsi wobec prawa?

Na szczęście jest spora szansa, że telenowela wreszcie się skończy. W związku z jednym z ostatnich przewinień Parlament Europejski uchylił mu immunitet. Wygląda na to, że Kurski będzie musiał zdecydować którą karierę zakończyć: rajdowca, czy kierowcy.

Europoseł Kurski szybszy niż wiatr

Europoseł Jacek Kurski już niejeden raz zasłynął kompletnym brakiem szacunku do przepisów ruchu drogowego. Tym razem przeszedł jednak samego siebie: niezważając na czerwone światło pędził po centrum stolicy z prędkością 156 km/h.

1421106To nie pierwszy tego typu wyczyn Jacka Kurskiego. Słynne są przypadki, gdy podłączył się pod rządową kawalkadę i pędził za nią po autostradzie, czy gdy Parlament Europejski nie zaakceptował rozliczenia jego podróży, gdzie europoseł zadeklarował, że odległość 840 km pokonał w czasie 6 godzin i 17 minut. Gdyby nie immunitet, którymi Kurski się cieszy już dawno straciłby prawo jazdy.

Jak donosi playanalyzed serwis Fakt.pl tym razem europarlmentarzysta wybrał się na rajd po Warszawie. Pędził swoim Mercedesem z prędkością dochodzącą nawet do 156 km/h nie zważając na kolor świateł. Tym razem jego wyczyny udało się jednak zarejestrować dziennikarzom. Podliczyli oni, że za swoje wykroczenia Kurski zasłużył na 16 punktów karnych i mandat w wysokości 1000 zł – a to przecież tylko jedno popołudnie. Całe szczęście nikomu nic się nie stało. Ile jednak razy trzeba będzie jeszcze liczyć na łut szczęścia albo umiejętności kierowcy Kurskiego? Czyżby w naszym kraju istnieli ludzie równi i równiejsi wobec prawa?

Na szczęście jest spora szansa, że telenowela wreszcie się skończy. W związku z jednym z ostatnich przewinień Parlament Europejski uchylił mu immunitet. Wygląda na to, że Kurski będzie musiał zdecydować którą karierę zakończyć: rajdowca, czy kierowcy.

Szef Kidproteckr.pl oskarżony

Jakub Ś.Szef fundacji Kidproteckt.pl, Jakub Ś., usłyszał zarzuty w sprawie swojej niegospodarności i defraudacji pieniędzyfFundacji oraz o nierozliczenie się z Urzędem Skarbowym z działalności fundacji.

Fundacja Kidproteckt.pl działa od 2002 roku. Założył ją Jakub Ś. Była to pierwsza organizacja w Polsce, zajmująca się problemami pornografii dziecięcej oraz pedofilii w internecie, jej celem było dbanie o bezpieczeństwo dziecka w sieci.

Porkuratora oskarża Jakuba Ś. sprzeniewierzenie pieniędzy od darczyńców fundacji, nie rozliczenie się z dofinansowania z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich, a także o nieodprowadzenie składek do ZUSu od pensji pracowników, co spowodowało, że ZUS zajął konto fundacji.

Szacuje się, że Jakub Ś. okradł fundację na kwotę nie mniejszą niż 250 tysięcy zł. Pieniądze fundacji jej były szef przeznaczył na drogie luksusowe ubrania, sprzęt elektroniczny, biżuterię, egzotyczne wyjazdy, artykuły żywnościowe, usługi medyczne. Słowem – Jakub Ś. przez kilkanaście miesięsy żył z działalności fundacji i to na niezwykle wysokiej stopie.

Zważywszy, że fundacja Kidproteckt zbierała fundusze również przez akcję „Przekaż 1% podatku” to aż skóra cierpnie na myśl, ile jeszcze może być tak nierzetelnych organizacji.

Piotr S. wychodzi na wolność

staruch

Piotr S. znany również jako” Staruch” wychodzi na wolność. Sąd Okręgowy w Warszawie nie przedłużył mu aresztu. Na konto sądu wpłynęła wysoka kaucja w wysokości 80 tysięcy złotych. Lider pseudokibiców Legii jest oskarżony o handel amfetaminą. Został na niego nałożony zakaz opuszczania kraju. Kontynuuj czytanie

Czy autorzy "afery trotylowej" powinni odzyskać etaty?

Afera trotylowa

Artykuł o trotylu wywołał wiele kontrowersji i nieoczekiwanych konsekwencji – utrata etatu autora tekstu oraz zwolnienie jego przełożonego z „Rzeszpospolitej”. Jak się jednak okazało, w każdej dziennikarskiej historii jest ziarenko prawdy – biegli stwierdzili, iż faktycznie na samolocie były ślady trotylu. Czy w takiej sytuacji zwolnieni dziennikarze powinni wrócić do pracy?

A jednak trotyl!

Ostatnio odbyło się posiedzenie komisji sprawiedliwości, na którym przedstawiono nowe fakty oraz być może coraz bardziej decydujące dowody w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jak wynika z badań biegłych, niektóre z użytych urządzeń istotnie wykazały pewne ślady trotylu.

„Niby trotyl, ale biegli się mylą”

Prokuratura na konferencji prasowej zastrzega jednak, że urządzenia mogą casino pokies games się mylić, a znalezione próbki są bardzo niewielkie. Powstaje więc pytanie o kompetencje biegłych, którzy w takim razie posługują się niesprawnymi urządzeniami. A może to zwykła próba usprawiedliwienia poprzednich doniesień? Przypomnijmy, że jeszcze w październiku ta sama komisja twierdziła, że: – Biegli, pracujący w Smoleńsku, nie stwierdzili na wraku TU-154M trotylu, ani żadnego innego materiału wybuchowego – powiedział płk Szeląg, Szef Państwowej Prokuratury Okręgowej.

PiS broni „Rzeczpospolitej”

W takiej sytuacji odzywają się głosy ze strony Prawa i Sprawiedliwości, na czele z prezesem, Jarosławem Kaczyńskim, iż zwolnieni redaktorzy „Rzeczpospolitej” powinni wrócić na swoje stanowiska. Kaczyński jest zdania, że w takich okolicznościach może to zostać uznane za ograniczanie wolności słowa: – Krótko mówiąc doszło do wydarzeń, które zagrażają wolności słowa. I to doszło do nich na podstawie artykułu, który w żadnym wypadku nie mijał się z prawdą. W związku z tym chciałem powiedzieć, że oczekuję od tych, którzy podjęli decyzję tego rodzaju, że się z niej wycofają.

Więcej szczegółów:

Skandal związany z katastrofą w Smoleńsku

afera-smolenska

afera-smolenskaOstatnimi czasy znów wszystkie oczy skierowane są na katastrofę w Smoleńsku, która wstrząsnęła całą Polskę. Okazało się bowiem, że ostatni prezydent RP na uchodźstwie nie został pochowany w Świątyni Opatrzności Bożej. Do takiego wniosku doszedł Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Według przeprowadzonych badań ciało Ryszarda Kaczorowskiego zostało podmienione z ciałem innej ofiary katastrofy smoleńskiej, pogrzebanej na Powązkach.

 

Cała sprawa została nagłośniona, gdy odkryto, że z dokumentów sekcyjnych dostarczonych przez Rosjan wynikły pewne niezgodności. Podejrzenia co do pomyłki podczas identyfikacji ciała, mającej miejsce w Moskwie w kwietniu 2010 roku, padają na urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ministerstwo jednak zaprzecza tym informacjom, twierdząc, że polski konsul i pozostali dyplomaci nie mieli casino online greece uprawnień do rozpoznania ciał ofiar katastrofy w Smoleńsku. Według nich cała procedura została przeprowadzona przy pomocy rodziny i bliskich ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie. Ostateczne rozpoznanie natomiast dokonane zostało przez rosyjskich prokuratorów, którzy zatwierdzili identyfikację przeprowadzoną przez rodzinę Ryszarda Kaczorowskiego.

 

Bieżący skandal powiązany z pochowanym ciałem ofiary katastrofy w Smoleńsku, nie należy do pierwszego. Wcześniej miała miejsce sytuacja, w której doszło do podmienienia ciał legendarnej działaczki „Solidarności” Anny Walentynowicz oraz wiceprzewodniczącej fundacji „Golgota Wschodu” Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Rodziny zmarłych zostały wówczas zmuszone do kolejnego pochówku. W listopadzie natomiast zostaną przeprowadzone kolejne ekshumacje dwóch duchownych. W tym przypadku jednak odpowiedzialność za zamieszanie ponoszą Rosjanie.